Gaming

17.02.2017, Bartosz "Królik" Królikowski

Conan Exiles - męski test gry

Ark: Survival Evolved, Rust, Hurtworld … długo by można wymieniać gry typu survival, na które czekałem trzymając swój portfel (A raczej konto PayPal) gotowy do płatności w momencie gdy tylko magiczny przycisk „kup” pojawi się przy długo wyczekiwanym tytule. Chciałbym powiedzieć, że z Conan Exiles było podobnie … tylko że nie.


UWAGA - Tekst, który widzicie poniżej pisany jest przez fanatyka zarówno gier typu survival jak i wyrzucania kasy na tytuły w Early Access, które nie ujrzą światła dziennego…


UWAGA PART 2 …oraz człowieka cebulę, który nie jest skory do wywalania pieniędzy w błoto! Moje motto to: Release your inner onion!

O premierze gry survivalowej w uniwersum Conana dowiedziałem się dzień lub dwa przez jej faktyczną premierą w usłudze Early Access na Steam przez co dokonałem nieświadomej ucieczki przed „hype trainem”, którym jechały już tysiące osób przekonane, że Conan Exiles będzie wreszcie TYM survivalem, który wyznaczy nową jakość na rynku. Ciekawy jestem co wszyscy pomyśleli, gdy na końcu „podróży” zamiast Las Vegas zobaczyli miasto, w którym wszystko jest nie dość, że opatrzone znakami „Uwaga roboty na wysokościach” ale i wygląda niemal dokładnie tak jak wszystkie te miasta, przez które jechali podczas swojej drogi Hype Trainem. Tylko dachówki lekko inne i bloki mniej szare. Ale wszystko po kolei.

Ja z kolei wiedziałem o Conan Exiles od początku i po raz kolejny dałem się wciągnąć do pociągu hype’u. Kiedy widziałem wszystkie te materiały przedpremierowe z jednej strony wiedziałem, że ostateczny efekt na pewno rozminie się z obiecywanym. Z drugiej jednak strony napaliłem się jak piece w Hucie Katowice! Na wieść o wypuszczeniu Wczesnej Wersji gry, od razu rzuciłem się po kopię recenzencką. Teraz już wiem, że znowu przed kompletną katastrofą uratował mnie fakt, iż jestem redaktorem growym i nie wybuliłem za Conan Exiles miliona cebulionów… No nic, oddaję głos Bartkowi…

 

„Same but different but still same” - Jesus z Guadalajary, 2017r pod murem na granicy.

 

Muszę na wstępie powiedzieć, że gdy tylko włączyłem swoją kopię Conan Exiles uderzyła mnie piękność, piękność emanująca z każdego kąta tej gry. Ładne postaci, ładny piasek wraz ze swoją unikalną fizyką, ładne ptaszki, ładne drzewka, ładne fallu … fale na wodzie. Cud, miód, orzeszki! . „Bosze jaka ta gra ładna” - pomyślał pełen nadziei Królik zaraz po stworzeniu swojego rosłego wojaka z wielkim … tzn wielką, pięścią mogącą rozgnieść niejedną głowę niczym winogrono.

Tu muszę się wtrącić – ja już takim optymizmem nie PAŁAłem (z góry przepraszam za CIENIUTKIE żarciki o penisach, ale przy tej produkcji nie sposób ich nie uniknąć). Każda tekstura, każda część ciała, drzewa, niemal wszystko wyglądało jak stockowy asset do Unreal Engine 4, na którym zresztą cała produkcja została postawiona. Uwierzcie mi, zbyt wiele razy spotykałem się z kradzionymi lub niedopracowanymi teksturami. Duża powtarzalność niszczy wszystko… Na całe szczęście odprężyłem się przy tworzeniu mojego supersamca alfa – oczywiście z ogromniastym przyrodzeniem!

 1

Swoją przygodę zaczynamy na pustyni jako tytułowy wygnaniec, który zostaje uratowany przez samego Conana Barbarzyńcę od niechybnej śmierci. Od tej pory naszym celem jest przeżyć w pięknej krainie, która stoi przed nami otworem zaraz za wspomnianą wyżej pustynią, oraz wraz ze swoim rodem (w tej roli inni gracze) napisać swoją kartę w historii Ery Hyboryjskiej. Powtarzając swoje zadanie niczym mantrę wyruszyłem w kierunku rysujących się na horyzoncie drzew, gór i potoków będących terenem większości działań odbywających się w grze. Na miejscu po zebraniu z ziemi patyka lub kamienia numer „x” moim oczom ukazał się wielki napis LEVEL UP.

W tym momencie moje oczy się otworzyły. Zaraz, zaraz ale ja to gdzieś widziałem, ten rozwój postaci polegający na rozdawaniu punktów w statystyki takie jak siła czy witalność, te odblokowywane wraz z levelowaniem schematy craftingu, te drzewa, te potoki, ten farming składników do craftu. Nie, nieee, wspomnienia powracają. Wtedy zrozumiałem, ta gra to nic innego jak klon mechaniki Ark: Survival Evolved minus dinozaury. Nawet budowanie domków jest prawie kropka w kropkę tym co zaprezentowano nam w Ark. Czy to źle? Jakby to powiedział pewien mędrzec - „Trochę tak, ale nie do końca”. Zdaję sobie sprawę, że nowego koła w temacie survivali nie da się wymyślić i akurat zaimplementowana tutaj mechanika jest jedną z najlepszych opcji dostępnych w tym temacie, ale wzbudziło to trochę we mnie niesmak. Poczułem się jakby ktoś podał mi na talerzu jeszcze raz to samo (niedogotowane) danie tylko na innym talerzu i z papryką odmiany czerwonej zamiast zielonej wmawiając, że to powinno smakować inaczej.

2

Od tej pory moje spojrzenie na ten tytuł się diametralnie zmieniło. Radość umarła, zacząłem żałować wszystkich tych, którzy jechali wspomnianym Hype Trainem machając peni… ręką, na do widzenia właśnie takim grom jak Ark by się dowiedzieć, że tak naprawdę zrobili kółko, a zmieniła się tylko tabliczka na wjeździe. I bloki jakieś takie mniej obdarte.

Dobra teraz ja coś powiem na ten temat. Zacznę od momentu „wrzucenia” mojej postaci do świata gry – od tego czasu działamy na własną rękę (he-he). Nikt nie powie Wam co robić, ani jak to robić. Zbierasz kamień to fajnie, możesz zbierać sobie kamyki do śmierci jeśli nie ogarniesz szybko, że Twoja postać posiada ograniczony udźwig związany ściśle z umiejętnościami postaci. Kiedy już dowiecie się, że w Conan Exiles jest jakiś system rozwoju postaci, prosto w twarz uderza Was coś jeszcze (nie, to nie penis!) – kolejny system rozwoju. Tym razem dotyczy on budowania i konstruowania przedmiotów. Po raz kolejny musicie sami rozkminić jak on działa… Zero tutoriali, zero komentarzy. Wiem, że w większości gier podpowiedzi i tutoriale robią z graczy niepełnosprawnych, ale w Conan Exiles coś mimo wszystko by się przydało.

 3

Kolejne spostrzeżenie dotyczyć będzie bezcelowości eksploracji, a przynajmniej w tym stadium rozwoju gry. Pewnego dnia po zbudowaniu domu, łóżka i innych użytecznych rzeczy, wybrałem się na zwiedzanie okolicy. Oczywiście na swej drodze spotkałem nieco „drewniane” potwory, których pokonanie nie zajęło mi zbyt wiele czasu, lecz dzięki nim znalazłem całkiem ciekawą jaskinię. Początkowo myślałem, że jest to źródło surowców, jednak nie mogłem nic zniszczyć kilofem. Kiedy już miałem wrócić, odkryłem ołtarz, dzięki któremu zyskałem czasowy boost punktów zdrowia… Tyle walki i drogi tylko po to, by na krótki czas zyskać tak niewiele… Rozczarowujące.

 

„Synu, ja ci dobrze radzę. Synu, ja cię poprowadzę „ - Michael Jordan, 1940r

 

Niestety ekipa Funcom postanowiła poza mechaniką powtórzyć także błędy, z którymi zmagał się Ark na początku swojego istnienia. Okropne desynchronizacje na serwerach, lagi, skoki klatek, pojawiające się znikąd obrażenia, by zaraz dowiedzieć się, że zabił cię jakiś stwór latający pod teksturami. Pełna gama tego co w Early Accessach jest najlepsze. Pojawił się nawet glitch pozwalający niszczyć domy innych graczy za pomocą młotka (z resztą takiego jaki pojawił się także w Rust, niemal identyczna mechanika) dającego docelowo możliwość naprawy i burzenia tego co sami zbudowaliśmy.

ALE (tutaj plot twist) twórcy świadomi tego co się dzieje, szybko dokonali działań mających na celu naprawę tego co złe i tak dziś gdy to piszę, dokładnie 15 dni po premierze gry na Steam, Conan jest o dziwo grywalny. Lagi zdarzają się głównie na niepewnych serwerach nieoficjalnych. Klatki oscylują w okolicach 70-ciu na sprzęcie ze spokojem radzącym sobie z dzisiejszymi tytułami, a przez tekstury (prawie) nic nie przenika. Trzeba oddać ekipie Funcom, że opieka nad ich grą stoi na najwyższym poziomie. Nie boję się powiedzieć, że w tym momencie Conan Exiles jest najczęściej aktualizowaną grą w mojej bibliotece Steam. PUNKCIK DLA CONANA.

Jeśli mówimy już o interakcji z innymi graczami, to tu znów muszę się przyczepić. Na początku rozgrywki na całe szczęście nie spotkałem absolutnie żywej duszy, co pozwoliło mi przygotować się na ewentualne ataki upośledzonych graczy. Okropnie bałem się kontaktu, bo byłem pewny, że jako n00b nie mam cienia szans. Szybko jednak się okazało, że byłem w błędzie – aby pokonać przeciwnika wystarczy biegać wokół niego i naparzać kamiennym mieczem… Za szybko to wszystko idzie.

 

„I proszę pana patrzy tak: w prawo… Potem patrzy w lewo… Prosto… I nic… Dłużyzna proszę pana…” - Han Solo w VII epizodzie  

 

Po około 10 godzinach gry poczułem uczucie znudzenia, wynikające zapewne z faktu, że gra przystosowana jest do grania z dużymi ekipami, a moja dynastia składała się z jednej osoby. Przyznać trzeba jednak, że wynik to średni. Rust czy Ark: Suvival Evolved polegały dokładnie na tej samej zasadzie, a jednak grało mi się w nie o wiele przyjemniej i w obu mój licznik stoi obecnie na około 100h. Prawdopodobnie też moja liczba godzin właśnie w Rust, a zwłaszcza Ark: Survival Evloved były jednym z powodów, przez które wymiękłem tak szybko. Skoro tamte mi się znudziły to z jakiego powodu gra taka sama, tyle że w innych ciuszkach, miałaby mnie zaciekawić na dłużej. To prawda, twórcy przewidzieli nowości (ale nadal nie do końca nowości, w Ark tez łapaliśmy dinozaury) takie jak mechanika niewolników, których musimy schwytać z dzikich plemion rozsianych po mapie, złamać ich wolę na Kole Płaczu, a następnie przekonać by pracowali dla nas jako szwacze, kucharze, łucznicy etc itp. Tylko by skorzystać z tych „nowości” musimy najpierw spędzić „x” godzin na farmieniu levelu, by zdobyć odpowiednie schematy i dobrze przygotowaną postać. Zwłaszcza przy graniu solo. Umówmy się, ile można walić kilofem w skałę, a po 10h grania w duecie jedynie otarliśmy się o moment skorzystania ze wspomnianej mechaniki niewolników. Oczywiście jest tego znacznie więcej niż tylko niewolnicy, ale nie wyobrażam sobie ile godzin zajmuje dojście do poziomu dającego możliwość walki z jakimś z lepszych przeciwników lub spenetrowania groty ze skarbami. Żadna z tych aktywności nawet nie była na tyle kusząca bym chciał dążyć do jej wykonania.

4

Po około 4h walki z glitchami i samym sobą, Conan Exiles powoli stawał się nudny jak flaki z olejem. Oczywiście wiedziałem, że w ten tytuł powinno grać w milion osób, by stworzyć genialny i niezawodny team. Jednak jako że nie mam kolegów ( :C ), musiałem pomęczyć się samemu. Grałem i w Rust i w ARK, a nawet polski klon łączący w sobie po trochu wspomniane tytuły – Out of Reach, ale żaden z nich nie znudził mi się tak szybko. Wszystko co zobaczyłem w Conanie niczym nie różniło się od tego w co grałem wcześniej. Ba, nawet niekiedy nie dorastało im do pięt! Tak jak mówił Bartek – nowości są, ale w takich ilościach, że ogół przeciętności je przyćmiewa.

„Ha! Powiedział Penis!” - Ten randomowy dzieciak z twojego podwórka (crica 1995r colorized)

Wiem, że tego chcieliście. Ehh… tyle doświadczenia by pisać tekst ze świadomością, że wszystkim najbardziej zależy na recenzji mechaniki … powiększania penisa naszej postaci. Tak, twórcy oddali nam w ręce całkiem rozbudowany system kreowania naszej postaci, możemy jej zmienić w zasadzie każdy szczegół twarzy czy sylwetki łącznie z wielkością penisa u męskiej postaci i piersi u żeńskiej. Dodatkowo narządy płciowe (jakoś przypadkowo zwłaszcza te męskie) maja swoją własną fizykę. Czasem mam wrażenie, że w Funcom jest jakiś specjalny zespół, który ma nad drzwiami do swojego biura tabliczkę „Fizyka Penisa”. Pytanie brzmi „Po co?”, Króliczek odpowiada „For Clickbait of course!”. Jest to zwykły magnes na śmieszków – dodasz do gry mechanikę penisa >śmieszki podłapią temat >coraz więcej ludzi wie o grze >profit. Zwykła wirusowa, (by nie powiedzieć chu****) reklama.

„Nic dodać, nic ująć.” – That’s what she said

 

„Daje tej grze 2/8 i status GOTY tego roku” - Wallpy, 2017r

Podsumowując! Conan Exiles hitem był w dniu premiery, a z każdym kolejnym status ten coraz bardziej umierał. Jeśli miałbym powiedzieć czy macie zagrać w ten tytuł to powiedziałbym „Jeśli nie macie innych survivali to EZ, ale poczekajcie aż będzie w promo za 2 dolary”. Tytuł ten jest ładny, mechanika choć „kradziona” jest całkiem przystępna,  a sama gra działa. Tyle dobrego mogę o Conanie powiedzieć.

5
Podsumowując part 2: Conan Exiles to kolejna gra survivalowa, która trafi do mojego Steamowego śmietniczka. Wiem, że tytuł przyciągnie swoje grono wiernych odbiorców, tak jak miało to miejsce przy Rust i ARK, lecz tym razem wróżę mu nieco mniejsze zainteresowanie. Zbyt mało nowości w stosunku do masy tych samych zastosowań. Czy naprawdę tak to musiało wyglądać? Ja osobiście czuję się lekko zawiedziony, gdyż nie tego oczekiwałem po kultowym Conanie. Jeśli jeszcze zastanawiacie się czy kupić sobie Conana, by poprzesuwać sobie penis-suwaczek, czy może lepiej konto premium na PornHubie by oglądać męskie członki to…

 

Autorzy tekstu: Bartosz Królikowski oraz Paweł Wysowski

Chcesz więcej?
Zostaw lajka!