Gaming

23.02.2017, Jędrzej "brzozaz" Brzozowski

Yakuza 0

Na japońskich grach znam się jak na produkcji rakiet kosmicznych, poza kilkoma wyjątkami nic o nich nie wiem. Yakuza 0 była moim pierwszym spotkaniem z marką i już na starcie muszę przyznać, że tę znajomość postaram się przedłużyć. Czym w najprostszym porównaniu jest ta produkcja? Japońskim odpowiednikiem GTA.

Yakuza 0 jest prequelem serii, gra przenosi nas do roku 1988, gdzie kierując młodym Kazumą Kiryu stawiamy pierwsze kroki w przestępczym półświatku. Fabuła Yakuzy jest ciekawa i stoi na wysokim poziomie. Niestety sposób jej przedstawienia nie przypadł mi do gustu i nie będę ukrywał, że zdarzyło mi się przysnąć na cut-scenkach. Właśnie na nich oparta jest główna oś fabularna. Niestety 30 minutowe filmy nie są dla mnie, a przeklikując je tracimy wątek. W ogólnych rozrachunku jednak, fabuła spełnia wymogi, a nawet jest trochę ponad nimi. Ciekawie pokazany jest sposób działania Yakuzy, jak i japońskiego społeczeństwa.

 

Często w grach tego typu postacie są wyjątkowo płaskie i zazwyczaj nie jesteśmy w stanie zapamiętać na dłużej ich imion oraz charakterystycznych cech. Yakuza jest świetnym przykładem, że tak być nie musi. Główne dwie postacie zapamiętamy na długo po skończeniu gry. Zżyjemy się z nimi i zrobi nam się zwyczajnie przykro, gdy będziemy musieli się z nimi rozstać na dobre. To jest właśnie znaczna przewaga Yakuzy 0 nad chociażby GTA V. Wiele osób może się ze mną nie zgodzić ale kto pamiętał motywy, cechy charakteru i “bazowy” wygląd postaci? Ok, Franklin był czarnoskóry, Trevor szalony, a Michael był typowym panem po 40. Nikt z nich nie był szczególnie wyróżniający się. Tutaj dostajemy zgoła coś innego. Nawet postacie drugoplanowe są dobrze zarysowane i ciekawie napisane.

Całe szczęście gra nie kończy się wraz z końcem głównej linii fabularnej. Jak to na Japonię przystało, poza typowymi zadaniami dla otwartych światów, znajdziemy tutaj także masę najróżniejszych minigierek. Rozwijanie biznesu naszych bohaterów to jedno, ale fakt, że możemy tutaj iść pośpiewać, potańczyć czy robić wiele innych rzeczy sprawia, że dla mnie gra się nadal nie skończyła. Nie sądziłem, że tak dużą przyjemność sprawi mi bieganie po barach z karaoke. Tłumaczę to sobie brakami z życia realnego, w którym mojego śpiewu znieść nie jest w stanie nawet moja dziewczyna. Podobnie jest z tańcem i walkami w klubach. Również i tam nadrobiłem niedoskonałości prawdziwego życia. W Yakuza 0 wywijałem, że aż miło.

 

Graficznie Yakuza 0 trzyma bardzo wysoki poziom. Lokacje są szczegółowe i wyglądają naprawdę ładnie. Można się przyczepić do zasięgu widzenia i projektu samych postaci. Wtedy jednak musiałbym uczepić się całej grafiki, bo taki właśnie komiksowy styl przyjęli twórcy. W ogólnym rozrachunku szczegółowość i wierne oddanie japońskiego klimatu daje świetny efekt.

System walki jest tutaj wykonany dobrze, co prawda ani razu nie miałem problemu w pokonaniu przeciwnika. Najłatwiej porównać to do tekkena w 3D. Niestety, po kilku godzinach zaczyna nużyć, fakt jest wyjątkowo widowiskowy i perfekcyjne opanowanie go, zajmuje sporo czasu, ale mimo wszystko ja miałem już dosyć po kilku godzinach.

 

Muzyka w Yakuzie nie przypadła mi do gustu. Trudno jest sklasyfikować ją do konkretnego gatunku, ale brzmi to jak coś na kształt połączenia muzyki elektronicznej z metalem. Na krótką metę po odpaleniu gry wydawało mi się, że lepszej muzyki już nie będzie, jednak po dłuższym czasie zaczyna męczyć. Podobnie jak i system walki.

Ta gra byłaby prawie idealna, gdyby nie trochę błędów, które przeszkadzają w przyjemnym jej przejściu. Ciągnące się niemiłosiernie cut-scenki i nudzący się w pewnym momencie system walki (rzucanie w ludzi rowerem bawi do końca, ale ciii). Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że moje pierwsze spotkanie z “japońskim GTA” przebiegnie tak owocnie. Grę po zwiastunach spisywałem raczej na straty, bo nie był to mój klimat. Specyficzny japoński dowcip i ogólne wrażenie, że gra będzie skierowana do wąskiego grona odbiorców. Moje zdziwienie nie miało końca oraz nie minę się dużo z prawdą jeśli powiem, że to najlepsza gra roku 2017, w którą grałem.



Ocena redakcji

zalety
  • Dobra oprawa graficzna
  • Świetna, angażująca fabuła
  • Bardzo ciekawie napisane postacie
  • Zapada w pamięć na długi czas po skończeniu fabuły
  • Bawi nawet po skończeciu fabuły
  • Mnogość minigierek...
wady
  • ... dopracowanie części z nich
  • Muzyka
  • Na dłuższą metę nużąca walka
  • Przeciągane cutscenki

 

Chcesz więcej?
Zostaw lajka!