Gaming

28.02.2017, Jędrzej "brzozaz" Brzozowski

Torment: Tides of Numenera

Macie czasem tak, że odpalacie grę, słyszycie znany wam doskonale głos i aż włosy wam się jeżą? Dokładnie takie uczucie ogarnęło mnie podczas pierwszego uruchomienia Torment: Tides of Numenera. Hipnotyzujący głos Piotra Fronczewskiego wzbudził we mnie uczucie nostalgii. Oczekiwania dotyczące tej produkcji miałem wygórowane do granic możliwości i fakt, że mogłem ją ogrywać zanim trafiła do obiegu był dla mnie swoistym wyróżnieniem.

Torment: Tides of Numenera jest duchowym spadkobiercą Planescape: Torment. Jednak przez problemy z pozyskaniem praw do marki, InXile zdecydowało się na użycie świata wykreowanego przez Montego Cooka. Ziemia miliard lat później, ludzie żyjący w średniowieczu, ale jednocześnie wokół nich wszędzie możemy natrafić na pozostałości poprzednich światów. Wszystko to sprawia, że przedstawiony świat jest faktycznie jedyny w swoim rodzaju. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, czy któryś świat urzekł mnie bardziej niż właśnie Numenera.

 

Fabuła, jak to na RPG’a najwyższej klasy przystało, jest napisana świetnie. Oczywiście zdarzają się głupotki, które minimalnie psują odbiór całości, jednakże główna część fabularna jest zdecydowanie na plus. Postacie, z którymi przyjdzie nam się spotkać są wyraziste i na długo zapadną w moją pamięć. W szczególności towarzysze naszego bohatera, których poznajemy w przeróżnych sytuacjach. Część z nich jest nam niejako narzucona przez twórców, a część możemy sobie dobrowolnie dobrać. Jednak jest to chyba jedna z nielicznych gier, w których mamy tak dobrze zarysowane motywy postaci drugo-, a nawet trzecioplanowych. Tutaj po skończonej rozgrywce mogłem nadal wymienić co najmniej kilkanaście dobrze napisanych postaci.

Największą zaletą poza fabułą, jest wykreowany i bardzo zróżnicowany świat. Jednak sposób w jaki został stworzony, już nie każdemu przypadnie do gustu. Świat podzielony jest na lokacje, a główna ścieżka fabularna sukcesywnie przepycha nas do przodu, zamykając poprzednie drzwi. To był chyba mój największy zawód związany z tą produkcją. Miałem nadzieje, że dostaniemy świat podobny do tego z Pillars of Eternity lub Tyranny, a niestety dostaliśmy pojedyncze lokacje. Jednak muszę być fair wobec twórców. Każda lokacja jest dopracowana w najmniejszym szczególe i składa się z wielu pojedynczych aren. Możemy je odkryć, ale to czy się uda nie jest całkowicie pewne. Musimy wykazać się czasem niemałym zaparciem, by znaleźć interesujące nas miejsca. Na plus działa tutaj brak minimapy. Dostajemy jedynie mapę obszaru, która pokazuje nam gdzie znajduje się cel naszej misji. Nie ma tutaj denerwujących mnie uproszczeń w postaci strzałek lub linii w świecie gry, które prowadzą bezpośrednio do questa.

Jak już przy zadaniach jesteśmy, to na chwilę w tym temacie pozostańmy. Te prezentują nierówny poziom. Co prawda praktycznie nie doświadczymy tutaj zadań typowych dla MMO typu “ubij 10 wilków, wróć, powtórz”. Każde stara się przedstawić jakąś historię i to tutaj tkwi szkopuł. Część faktycznie wciąga, a część miałem ochotę przeklikać. Jednak poza zadaniami pobocznymi jest też wątek główny, który nieraz ginie w gąszczu ciekawych side questów. Tutaj ani na chwilę tak nie pomyślałem, zawsze miałem z tyłu głowy, że nie mogę się aż tak rozbijać, bo jednak zło czyha. Najbardziej podobała mi się możliwość rozwiązywania zadań na różne sposoby. Jeśli nasza postać nie była szczególnie biegła w walce, zawsze mogliśmy to obejść i tak zmanipulować rozmówcę, że ostatecznie nam odpuszcza i podporządkowuje się naszej woli. Jeśli jednak brakowało nam inteligencji, to kilkoma mocnymi uderzeniami mogliśmy diametralnie zmienić nastawienie postaci w stosunku do nas. Wpływ zadań na zakończenie też był bardzo ciekawy. Nie raz okazywało się, że żałowałem podjętej decyzji, bo skutkowała kilkoma nieprzyjemnymi przeżyciami w późniejszej części. Więcej o zadaniach mówić nie będę, bo są na tyle ciekawe, że każdy powinien sam je przeżyć.

 

Tu chyba nastała chwila, bym poruszył kolejną bardzo mocną rzecz w tej produkcji. Grafika to istny majstersztyk. Jak wcześniej wspominałem lokacje są piękne i na długo zapadają w pamięć. Grafika jest niezwykle szczegółowa i wygląda znacznie lepiej niż ta, którą oglądaliśmy chociażby w Wasteland 2 czy Pillars of Eternity. Przyznać trzeba, że twórcy mieli znacznie większe pole manewru, gdyż jednak mogli wykreować co tylko przyszło im na myśl. Takie są plusy w działaniu na granicy świata fantasy i science-fiction, który dodatkowo ma miejsce miliard lat od naszych czasów. Jednak nawet wtedy nie można odmówić artystom niebywałego kunsztu. Każda lokacja oraz każdy nawet najmniejszy szczegół jest zrobiony naprawdę na najwyższym poziomie. Nie wspominam już o postaciach, które trzeba zobaczyć, by zrozumieć jak dużo pracy w nie włożono, mimo że w rzucie izometrycznym trudniej zbudować piękną scenerię.

Mechanika to również bardzo rozbudowany temat w Tides of Numenera. Mianowicie (w przeciwieństwie do dużej części gier) poziomy nie są zdobywane przez nas co chwilę. Tutaj znacznie wolniej wbija się level. Ponadto każdy poziom podzielony jest na 4 części. Awansujemy dopiero po zapełnieniu każdej z nich. Jest to ciekawy mechanizm i w tej grze sprawdził się bardzo dobrze. Podobnie było z systemem nurtów. Nasze poczynania w świecie Numenery wpływały na to, do jakich nurtów należymy, a te z kolei definiowały jak się do nas będą odnosić postacie, które napotkamy. Niestety, ale gra została pozbawiona możliwości stworzenia swojej postaci w aspekcie wizualnym. Zostało nam to na szczęście zrekompensowane systemem tworzenia naszej postaci wewnętrznie. Możemy wybrać pomiędzy trzema klasami. Każda z nich ma swoją nazwę jednak najłatwiej opisać je tak: Wojownik, Łotrzyk, Mag.

 

Zostańmy na chwilę w temacie walki. Tutaj w przeciwieństwie do wspomnianego już kilkukrotnie Pillars of Eternity, nie mamy walki w czasie rzeczywistym z aktywnymi pauzami, a typową walkę turową. Możemy wykonać jeden ruch i jedną czynność taką jak atak czy użycie enigmatu. Według mnie takie rozwiązanie nie jest trafionym pomysłem. Znacznie bardziej podoba mi się walka w czasie rzeczywistym. Poza oczywiście większą dynamiką, jest ona dla mnie bardziej realistyczna i angażująca. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i mimo chybionego pomysłu z walkami turowymi, zostały one wykonane dobrze. Jednocześnie były to jedyne momenty, w których znalazłem błędy w grze. Kilkukrotnie postać nie potrafiła podnieść się z ziemi i byłem zmuszony wczytywać grę.

Układając w głowie to co napiszę, długo zastanawiałem się co powinienem powiedzieć o muzyce. Miałem mieszane uczucia. Część utworów skomponowanych przez Marka Morgana była świetna i przywodziła mi na myśl stare utwory z Planescape, a część była całkowicie bez wyrazu. Przeważały utwory dosyć dobre, więc tylko mały minusik dla muzyki. Na plus zapisać muszę odgłosy świata. Na największą pochwałę zasługuje jednakże polski dubbing. Zazwyczaj jestem przeciwnikiem polskiego dubbingu w grach. Nie licząc kilku wyjątków zazwyczaj jest on bardzo kiepski, a oryginalni aktorzy brzmią o wiele lepiej. W tym przypadku twórcy stanęli na wysokości zadania i polscy aktorzy są świetni. Jeśli interesujecie się tym tytułem to prawdopodobnie widzieliście materiały promocyjne przygotowane przez Techland Publishing. Jeśli jednak nie, poniżej znajdziecie kilka linków do ich materiałów.

 

Reasumując Torment: Tides of Numenera jest jedną z najlepszych gier RPG, w jaką miałem okazję grać. Pod względem fabuły, postaci i grafiki bije na głowę resztę klasycznych RPG’ów. Dawno nie miałem tak, że po skończonej grze siedziałem i tępo patrzyłem się w lecące napisy. Ta gra to swego rodzaju arcydzieło. Gdyby była minimalnie dłuższa, byłbym znacznie bardziej pocieszony. Gra z większością zadań pobocznych zajęła mi około 30h, jednak było to najlepsze 30h w ciągu ostatnich dwóch lat grania w najnowsze produkcje. Grę ponadto skończyłem jeszcze 3 razy, gdyż miałem ochotę poznać każdą klasę postaci oraz inne ścieżki, którymi mogłem podążyć. Jeśli tak jak ja kochacie oldschoolowe RPG, świetną fabułę oraz ścianę tekstu do przeczytania i wgłębienia się rozgrywkę to Torment: Tides of Numenera polecam wam z całego serca!

Ocena redakcji

zalety
  • Piękna grafika
  • Wciągająca i angażująca fabuła
  • Zapadające w pamięć postacie
  • Ciekawy świat
  • Wpływ decyzji na przebieg rozgrywki
  • Można grać wiele razy bez uczucia znużenia
wady
  • sporadyczne błędy
  • system walki (brak dynamiki)
  • stosunkowo krótka

 

Chcesz więcej?
Zostaw lajka!